- Słyszeliście już? Ktoś zdemolował auto pana Szewskiego!
- Kto?
- Dobre pytanie...
**
Grono pedagogiczne nie mogło uwierzyć w to, co się stało. Samochód dyrektora był jednak dostatecznym dowodem samym w sobie. Przednia szybka pękła; ktoś wyrzucił z piętra kosz na śmieci. By rozbić okno auta trzeba jednak dużej siły; wyglądało na to, iż ktoś nie tylko chciał się pozbyć kosza, ale i zezłościć Szewskiego.
- Pani Andzia już dzwoni na policję. – Pani Andzia była wiekową staruszką, wciąż jednak dobrze pracowała jako sekretarka, a zarazem pani na portierni. Póki nie kazano jej dźwigać nic cięższego niż klucze i teczki z dokumentami, była doskonałą pracownicą.
- Dobrze byłoby jednak rozeznać się w sytuacji przed ich przybyciem. To uczeń, tak? Jesteśmy tego pewni? – spytała pani Sobka.
Pan Szewski popatrzył na pozostałych nauczycieli. Poza matematyczką była tu jeszcze pani Korosz, anglistka, obok stała poważna i ponura Józefina Krause (uczyła fizyki, chemii i niemieckiego). W pomieszczeniu znajdował się też pan Kowalczyk (historia, WOS), młody informatyk Paweł Jakubowicz oraz WF-istka, Agata Wąsowska. Reszta obecnych nauczycieli patrolowała korytarze – w końcu trwała długa przerwa.
Pan Szewski wyjaśnił, iż auto mogło zostać zdemolowane tylko i wyłącznie na lekcji pomiędzy 12,45 a 13,30. Tuż po przerwie przed tą lekcją zszedł do auta po dokumenty, których zapomniał wziąć rano. Któż był potem na korytarzu choć chwilę sam, by zrzucić kosz? Trzeba to ustalić...
W szkole znajdowało się w danym czasie sześciu nauczycieli (prowadzących lekcje), dyrektor, pani Andzia i pani Ela (woźna i sprzątaczka) – no i oczywiście wszystkie sześć klas. Sklepikarka i bibliotekarka w tym tygodniu chorowały.
Pierw przesłuchano się wspólnie w gronie nauczycielskim.
Pan Szewski: Wyszedłem ze swojego gabinetu tylko raz. Chłopiec poprosił mnie o dziennik pierwszej „a”. Dałem mu dziennik, a za drzwiami zauważyłem panią Elę, pijącą herbatę. Pogawędziliśmy krótko i wróciłem do gabinetu. Pani Andzia była u mnie potem z papierami, zerknęła tylko na chwilę, żeby oddać, i wyszła.
Pani Andzia: Byłam prawie ciągle na portierni. Od przerwy do 12,55 gawędziłam z Elą, zamiatała w pobliżu. O 13,06 wyszłam do dyrektora, oddać te dokumenty, co chciał... Przy okazji spotkałam Elę i zeszłyśmy po schodach razem, szła sprzątać szatnię. Wróciłam na portiernię o 13,09 i dałam klucze panu Pawłowi. Strasznie się potem tłukł pan z tym sprzętem, wie pan? Słyszałam, jakby pan zbił coś... Może mi się zdawało. Paweł oddał klucze pięć minut przed dzwonkiem.
Pani Ela: Do 12,57 sprzątałam na parterze, rozmawiałam w tym czasie z panią Andzią. Potem poszłam na górę. Zachciało mi się herbaty, wzięłam z automatu, tego koło pokoju nauczycielskiego... Akurat przyszedł jakiś chłopiec i prosił o dziennik pana Szewskiego. Pogadaliśmy trochę i wróciłam do pracy. Pamiętam, że musiałam na przykład podnieść kosz koło okna, ktoś go przewrócił. W tym czasie jakaś dziewczynka chodziła po klasach... Widziałam ją, jak szła od salki do salki, choć parokroć odwracałam głowę i znikała mi z oczu. Potem spotkałam Andzię i zeszłyśmy razem na dół.
Pan Jakubowicz (1 „a”, informatyka, sala 7): Jakiś czas po rozpoczęciu lekcji wysłałem chłopaka po dziennik, bo oczywiście sam zapomniałem go wziąć. Niedługo potem poszedłem do portierni po klucz do składziku sali informatycznej. Dzieciaki uwielbiają lekcje z rzutnikiem... Nie mówiąc już o tym, że warto nauczyć je go podłączać. Było wtedy jakoś... Dziesięć po, może piętnaście... Pani Andzi nie było na portierni. Czekałem. Zaraz przyszła i dała mi klucz. Chłopiec z dziennikiem wrócił przede mną. Gdy skończyłem pracę z rzutnikiem i odniosłem go do składziku, oddałem klucze pani Andzi.
Pan Kowalczyk (3 „b”, historia, sala 4): Lekcję miałem w miarę spokojną... Gdyby nie to, że Michał W. na niej był. Co chwila dogryzał, rzucał głupie uwagi, a jak go wezwałem do odpowiedzi i nic nie umiał, wyraził się dość niekulturalnie. Wyprosiłem go 10 minut przed końcem lekcji – popatrzyłem wtedy specjalnie na swój zegarek! Niestety, spokojny czas szybko mija, jeszcze mi nerwy się nie uspokoiły, a tu dzwonek. Jestem przekonany, że to on.
Pani Korosz (1 „b”, angielski, sala 1): Miałam lekcje z jedną z pierwszych klas. Fajne dzieciaki... Podrzucili mi dość interesujący pomysł na wycieczkę z jakąś grą językową. O 13,05 posłałam przewodniczącą z kwerendą po innych klasach, czy byli by chętni. Kto wie, może zorganizujemy coś takiego? Asia wróciła po dziesięciu minutach.
Pani Krause (2 „a”, fizyka, sala 5): Lekcja minęła, tak jak zwykle. Tylko dwoje uczniów mi wyszło do ubikacji, nie wiem o której. Najpierw dziewczyna, potem on.
Pani Wąsowska (2 „b”, WF, SG): Nic nadzwyczajnego. Graliśmy całą klasą w siatkówkę, było dosyć spokojnie. W pewnej chwili jednak Kasia zaczęła błagać, by ją wypuścić do ubikacji, przebierała nogami... Cóż miałam zrobić?
Teraz czas przesłuchać uczniów, którzy wychodzili z klas. Troje z nich miało problemy z geografią, której nauczał dyrektor.
Monika Z. z 2 „a” : Poszłam do ubikacji, nic niezwykłego! Nikogo też nie widziałam. Tylko kosz naprzeciwko sali był wywrócony.
Bartek S. z 2 „ a” : Poszedłem do kibla i wróciłem. Nie widziałem nikogo. Czy był kosz? Nie wiem... Nie pamiętam.
Kasia K. z 2 „ b” : Pani Wąsowska mnie na szczęście wypuściła... Zaczęłam biec po schodach, tych bliżej sali gimnastycznej, ale usłyszałam rozmowę przed sklepikiem. Przestraszyłam się trochę, no bo uczniowie raczej nie powinni wychodzić z lekcji... Poszłam naokoło. Wróciłam po dwóch minutach.
Adam R. z 1 „ a” : Informatyk wysłał mnie po dziennik. Pokój nauczycielski był zamknięty, więc poprosiłem dyrektora o dziennik. Wróciłem szybko.
Asia C. z 1 „ b” : Pani Korosz wybrała mnie na przejście z kwerendą. Pierw odbębniłam piętro, potem poszłam na dół, do sali gimnastycznej i do siódemki, i wróciłam do swojej sali. Nie wiem, niestety, która to była godzina. Ale wie pan, jak dużo chętnych znalazłam?
Michał W. z 3 „ b” : Jak mnie ten staruch wywalił, usiadłem se na korytarzu, co miałem robić. Tylko najpierw zamknąłem okno do końca, bo zimno było. Tak, to prawda, że nie zdałem kiedyś drugiej klasy przez Szewskiego. No i co? Przecież bym tego nie zrobił! Kosz? Nie widziałem kosza. Nie patrzyłem.
Po tym wszystkim dyrektor wpadł na pomysł, by porównać zegarki pracowników. Na komórce pani Andzi, której czas był z godny z czasem dzwonków szkolnych i kościelnym dzwonem, widniała wówczas godzina 13,45. Na innych zegarkach:
Pani Eli: 13,47
Pana Kowalczyka: 13,52
Pana Szewskiego: 13,44
Pani Korosz: 13,55
Pozostali nie używają zegarków.
Minęła przerwa. Nauczyciele wrócili do klas, pani Ela z dyrektorem wciąż główkowali nad zagadką; pani Andzia musiała ich opuścić, ktoś powinien przebywać na portierni.
Przed przybyciem policji dyrektor wszedł triumfalnie do jednej z sal lekcyjnych i poprosił do siebie osobę, która była odpowiedzialna za zbicie szyby w jego samochodzie.
Kto to był?
***
Szkoła:
http://img19.imageshack.us/img19/3906/szkola.pngSale lekcyjne pooznaczane są numerami.
PN – pokój nauczycielski (z gabinetem dyrektora w środku)
P – portiernia, po części także sekretariat
SK1 – składzik pracowni chemicznej i fizycznej
SK2 – składzik pracowni informatycznej
SK3 – sklepik
B – biblioteka
SZ – szatnie
x – miejsce w którym stoi auto dyrektora